Podróże

Pewnego lata w Camp Nou

Był to cudowny czerwcowy dzień.
Uroku mu dodawało nie tylko słońce i spora ilość światła, lecz też samo miejsce.

Obudziliśmy się w uroczym mieszkaniu naszych bliskich, w dzielnicy El Carmel – według nas, najpiękniejszej dzielnicy Barcelony (wpis o Barcelonie – tutaj). Poza tym był to też wyjątkowy dzień, gdyż poza zwiedzaniem samego miasta, spacerami po plażach i przechadzkami do bunkrów, czekało na nas jeszcze jedno ciekawe miejsce. Owe miejsce było też urodzinową niespodzianką, a więc miało szczególne znaczenie podczas naszej podróży 🙂

Camp Nou to nie miejsce, które nadaje się do zwiedzania tylko przez fanów piłki nożnej. Camp Nou to nie tylko stadion, sklep z gadżetami i muzeum. Camp Nou to miejsce, które przede wszystkim jest łącznikiem z historią – historią hiszpańskiej piłki, kultury i temperamentu. Według nas, jest to miejsce, które trzeba koniecznie odwiedzić, skoro się jest w Barcelonie – nawet jeśli nie interesujecie się piłką, pozwólcie sobie poznać jej historię, a gwarantujemy, że będziecie zachwyceni 🙂

Bilety polecamy kupić przez stronę internetową – tutaj, gdyż na miejscu przeważnie są spore kolejki. Podstawowy bilet kosztuje 26€ (jeszcze w wakacje płaciliśmy 25€), a w jego ramach odwiedzicie stadion oraz Barça Museum. 

Wchodzimy więc i tym samym, zaczynamy naszą przygodę, przy tym, że jedno z nas jest zawziętym wielbicielem piłki nożnej, a drugie ją przy tym drugim dopiero dla siebie odkrywa – będzie ciekawie 😉

Najpierw był spacer przez muzeum – zobaczyliśmy tu historię hiszpańskiej piłki nożnej. Znaleźliśmy kolekcję wszystkich pucharów, które wygrał klub podczas swojej działalności (a to już 120 lat!), a też takie autentyki, jak pierwsze skórzane piłki czy korki, pierwsze logo klubu oraz części garderoby piłkarzy, dzięki którym czuliśmy, jakbyśmy się przenieśli do XIX wieku…

Podziwialiśmy wszystkie te rzeczy, wgłębialiśmy się w ich historię, sprawdzaliśmy swoją wiedzę. Odwiedziliśmy też przestrzeń Messiego, gdzie są zebrane wszystkie jego złote piłki oraz złote buty. Zajrzeliśmy też do pokoju prasowego klubu, przymierzalni, odwiedziliśmy też kabinę komentatorską… Wszystkie te miejsca wywołały u nas bardzo ciekawe uczucia – było to coś nowego, coś, co będziemy pamiętać do końca życia.

Jeśli lubicie zdjęcia, możecie sobie owe zrobić na tle ścianki dla wywiadów i poczuć się jak prawdziwa gwiazda – w grę wchodzą też selfie, gdyż ściana naprzeciwko jest cała w lustrach 😉

Następnie, spacerujemy po wnętrzu stadionu i widzimy piękne, kolorowe ściany i schody, które nas kierują w kierunku słońca – i już wiemy, że ta alejka prowadzi do murawy 🙂 Nie raz podczas meczu widzieliśmy tę chwilę, kiedy wychodzili piłkarze, a tym razem mogliśmy się poczuć, jakbyśmy to my mieli za chwilę zagrać wspaniały mecz na jednym z najsławniejszych stadionów Europy.

Podchodzimy do murawy i podziwiamy ją z zewnątrz – przestrzeń zapiera duch w piersiach, a więc wystarczy tylko zamknąć oczy i wyobrazić sobie odgłosy meczu – hymn, śpiewany przez kibiców, trafne słowa komentatorów oraz wszystkie pozostałe nieodłączne dźwięki meczu…

Wchodzimy na trybuny i szukamy miejsca, z którego będzie dobrze widać stadion. Siadamy i rozkoszujemy się ciszą, lekkim podmuchem wiatru i widokiem. Nieważne, że murawa jest pusta, a wokół nas szwendają jacyś ludzie – ważne jest tylko być w tym miejscu, poczuć jego energię, zobaczyć wszystko na własne oczy. Siedzimy tak dobry kwadrans, rozmawiamy, dzielimy się wrażeniami i czujemy wdzięczność. Wdzięczność, że żyjemy w czasach, kiedy możemy wszystko podziwiać sami, wybrać się w każde wymarzone miejsce na ziemi i spełniać marzenia, a dzięki nim – siebie. Wdzięczność, że mamy siebie i możemy po tym świecie podróżować razem, trzymając się za rękę i razem przeżywając każdą tę niepowtarzalną chwilę…

Ostatnim miejscem, które zamyka wycieczkę, jest sklep FC Barcelona, w którym można zdobyć swój własny pasiasty zestaw, a też kupić przeróżne pamiątki, czyli raj dla kibiców. Dla nas to zwykła komercha, gdyż odwiedzając takie miejsca jak to, liczy się coś, co zostanie w głowie, a nie ile kasy się wyda na jakieś drobiazgi. Do sklepu więc zajrzeliśmy tylko po to, by zobaczyć go od wewnątrz i musimy przyznać, że wnętrze jest naprawdę powalające 🙂

W Camp Nou czuliśmy się jak u siebie. W dniu, kiedy go odwiedziliśmy, nie było dużo turystów, co pozwoliło nam jeszcze bardziej nacieszyć się wszystkimi szczegółami (np. ekranami interaktywnymi). Rok przed Camp Nou (również w czerwcu) zwiedzaliśmy Stadion Legii w Warszawie – tylko my i nasz gid, który opowiadał nam o różnych smaczkach i ciekawostkach klubu.
Nawet nie myśleliśmy wtedy, że rok później odwiedzimy najczęściej odwiedzane miejsce w Europie, ale co tam – że zrealizujemy nasze kolejne marzenie.

Podsumowując: Camp Nou jest miejscem obowiązkowym do odwiedzenia, jeśli odwiedzacie Barcelonę. Bilety może i nie należą do najtańszych, ale atrakcję, które znajdziecie w środku, są bezcenne 🙂 Poza tym, spędzicie kilka wspaniałych godzin, poznając historię FC Barcelona, a nawet jeśli od zawsze byliście przekonani, że piłka nożna Was nie interesuje – zaryzykujcie i wpadnijcie do Camp Nou, a bardzo szybko zmienicie zdanie. Poza tym, jeśli Twój partner kocha piłkę (co jest prawie pewne), będzie to dla niego najlepsza niespodzianka 🙂

A Wy, byliście już w Camp Nou? Jeśli nie – chcielibyście odwiedzić? 🙂

PS Visca el Barca! 

You Might Also Like...