Podróże

Wiedeń na weekend. Część I

Dzień dobry wszystkim w ten piękny słoneczny czwartek! Wydaję się, że za oknem mamy już wiosnę (gdyby nie wczorajsza poranna śnieżyca w Warszawie, można by było się nabrać), ale że w lutym pogoda zmienna jest niczym kobieta, nie łudźmy się jednak tymi fałszywymi promykami słońca 🙂 Dla niektórych dzisiejszy dzień pewnie jest wyjątkowy, gdyż są Walentynki. My zaś nie podzielamy entuzjazmu i trzymamy się z daleka od owych „świąt”. Dlaczego? Po prostu go nie czujemy i nie potrzebujemy specjalnych okazji, by udowodnić naszą miłość.

Spokojnie, dzisiejszy wpis nie będzie mówił o tym, jak bardzo się kochamy, tylko zabierzemy Was w podróż do stolicy Austrii – niech to będzie nasz prezent walentynkowy dla Was 🙂
Zdecydowanie weekend na to potężne miasto to trochę za mało, aczkolwiek w dzisiejszym (oraz kolejnym) wpisie przekonamy Was, że nie ma rzeczy niemożliwych – my się nie poddaliśmy i zwiedziliśmy wszystko, na co mieliśmy ochotę oraz na ile nam starczyło czasu, sił oraz w miarę znośnej temperatury, gdyż ów wypad miał miejsce w dalekim listopadzie 2017 roku.


Zanim zaczniemy opowiadać, jak spędziliśmy nasz aż cały jeden dzień w Wiedniu i na jakie perełki mieliśmy okazję trafić, przenieśmy się jednak na chwilę do listopada 2017.
2017 rok był nie tylko początkiem naszych wspólnych podróży, ale też życia razem. Był to rok nowości, wyzwań i pięknych momentów, które po raz pierwszy mieliśmy okazje przeżywać w swoim gronie. Poza zamieszkaniem razem i postawieniem wszystkiego na jedną kartę, stworzyliśmy swoją małą rodzinkę, w której zaraz po tym, jak zamieszkaliśmy razem, pojawił się jej nowy członek – Lucek. I tak sobie mieszkaliśmy na pięknej warszawskiej Starówce, planując swoją przyszłość.
2017 był też dla nas bardzo intensywny jeśli mówimy o podróżach. Poznaliśmy uroki i wady jazdy autokarem do europejskich państw, odkrywaliśmy dla siebie stołeczne miasta i cieszyliśmy się, że po prostu możemy spędzić weekend inaczej, w zupełnie nowym dla nas miejscu i kraju. Pod koniec roku, kiedy mieliśmy już za sobą kilka wspaniałych i wymagających destynacji, zachciało nam się pięknego zakończenia tego cudownego roku, a więc stwierdziliśmy, że warto jeszcze gdzieś się wybrać. I tak pojawił się pomysł na Wiedeń. A potem, któregoś listopadowego dnia kupiliśmy bilety, spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy zwiedzać to wielkie austriackie imperium.
Choć spędziliśmy w Wiedniu tylko jeden dzień, wrażeń i pięknych zdjęć mamy tyle, że nasz wpis postanowiliśmy podzielić na dwie części. Dziś czytacie pierwszą część, niedługo pojawi się link do kolejnej 😉

Belvedere Palace

Był wczesny świt jak przybyliśmy do Wiednia. Słońce dopiero pojawiało się na horyzoncie, dzięki czemu mogliśmy zrobić kilka tajemniczych ujęć. W tym momencie nie wiedzieliśmy jeszcze za bardzo, gdzie jesteśmy – przenieśliśmy się do miejsca, które na samym początku powaliło nas swoimi widokami i potężną architekturą. Jak już później się zorientowaliśmy – odwiedziliśmy piękny Belvedere – rezydencję w francuskim stylu, składającą się z dwój pięknych barokowych pałaców (Górny Belweder oraz Dolny Belweder), które rozdziela równie piękny ogród (który, jak się później dowiedzieliśmy, jest też najstarszą częścią kompleksu).
Stąd mogliśmy też podziwiać zachwycającą panoramę miasta – uwierzcie, nawet dobry aparat nie jest w stanie przekazać tego piękna, które widzieliśmy na własne oczy.

Wędrując dalej przed siebie w zupełnej ciszy, spotkaliśmy tylko kilka osób, które mogły być w drodze do pracy – czuliśmy, jakbyśmy mieli miasto dla siebie, jakbyśmy byli tu sami. Tylko my i piękne klimatyczne uliczki, z pełnymi wdzięku budynkami, które na widok aparatu niby wychwalały się swoją nietkniętą przez wojnę architekturą…
Wtedy już poczuliśmy wiedeński klimat i wiedzieliśmy, że to miasto ma jeszcze bardzo dużo nam do pokazania. I mieliśmy rację.

Wiedeńskie uliczki

Kiedy już wyszło słońce, miasto ze śpiącego i poważnego stało się bardzo przyjaznym i ciepłym. Wyjęliśmy więc aparat i bez przerwy fotografowaliśmy każdy nasz krok – od pięknych wewnętrznych uliczek po ciekawe wystawy za szkłem. Im głębiej wchodziliśmy do miasta, tym bardziej ono się przed nami otwierało, pokazując swoje sekrety.

Listopad to w Austrii również czas przedświąteczny, a więc mieliśmy okazję zobaczyć sporo pięknych ozdób i dekoracji, które nie dało się nie zauważyć – były na każdym kroku.
Pewne jest jedno: w Wiedniu sztuka mieści się bezpośrednio na ulicach. Są to wyżej wspominane pamiątki architektury, kręte brukowane uliczki oraz bardzo gustowny uliczny dekor. Wszystko tworzy swój wyjątkowy styl, jakby wyglądem miasta zarządzał jakiś niewidzialny designer, który wszystko ustawia na swoje miejsca i nie pozwala się skruszyć ani jednej cegiełce.
Poza tym, Wiedeń jest bardzo czystym miastem. Przemaszerowaliśmy stolicę wzdłuż i wrzesz, przerabiając kilkadziesiąt kilometrów i nie zauważyliśmy, by śmieci leżały w niewłaściwych miejscach. A przez piękną roślinność możemy stwierdzić, że jest to bardzo zielone i zadbane miasto.

Kościoły i katedry

Już znacie nasze podeście do religii i kościołów (nie w jednym wpisie wyrażaliśmy swoją opinię na ten temat, dlatego nie będziemy się powtarzać). Niemniej jednak, potrafimy docenić ich piękno. Będąc w każdym kraju, który odwiedzamy, zawsze wiemy, czego szukać – kościołów. Bo jeśli chodzi o perełki architektury – właśnie one wygrywają na tle wszystkich pozostałych. Powszechnie wiadomo, że na budownictwo kościołów, cerkiew i innych „świętych” miejsc zawsze przeznaczano najwięcej pieniędzy, a więc dziś są to najdroższe, a jednocześnie najpiękniejsze pamiątki architektury. Wkluczając wiedeńskie kościoły.

Wiedeńskie kościoły w większości są zbudowane w stylu neo-gotyckim. Charakteryzują się bardzo szpiczastymi dachami, a w środku przeważają witraże oraz wiele dzieł sztuki. Musimy przyznać – stare kościoły w Wiedniu warto podziwiać nie tylko z zewnątrz, lecz przede wszystkim z wewnątrz – i to mówi Wam para, która zwykle trzyma się z dala od całej tej energii i nie ryzykuje wejścia 😉
Godna polecenia jest przede wszystkim Katedra św. Szczepana – znajdziecie ją na Stephansplatz (niedaleko starówki), a do środka wejdziecie za darmo.

Innere Stadt

Nie od dziś wiadomo, że zazwyczaj zwiedzanie nowego miasta zaczyna się od starówki. My, Polacy, starówki kochamy chyba najbardziej, gdyż są one bardzo charakterystyczne dla naszych miast. Wiedeńska starówka nie powaliła nas na kolana, gdyż nie znaleźliśmy tak niczego specjalnego, aczkolwiek jest ciekawa na swój sposób. Innere Stadt to przede wszystkim potężne i bardzo gustowne kamienice, mnóstwo restauracji i pubów oraz inne urocze zabytki – jak np. Kolumna morowa, czyli pomnik ku czci Świętej Trójcy, podtrzymywany przez anioły 🙂 W okresie przedświątecznym można tu też zobaczyć mnóstwo bardzo eleganckich (i zapewne drogich), pięknych złotych dekoracji.

Już kolejnym wpisie opowiemy o jarmarkach, życiu ulicznym, największym sznyclu na świecie oraz jak rozgrzewaliśmy nasze ciała (i duszy) po zachodzie słońca, gdy temperatura zaczęła spadać poniżej zera…

Tymczasem życzymy Wam udanego zakończenia dnia i do zobaczenia w kolejnym wpisie!

I&Ł

You Might Also Like...