Gotujemy

Dwie najlepsze przystawki z owoców morza

Czy to już jutro?! Tak, kończymy przygodę z 2018 i zaczynamy 2019, czyli rok… świni. I choć świnia w jedzeniu nie jest zbyt wybredna, miejmy jednak nadzieję, że przyszły rok będzie jeszcze smaczniejszy, niż poprzedni 🙂

Sylwester dla większości musi być wystrzałowy – umówmy się, każdy chciałby go przeżyć tak, jakby to był jego ostatni dzień nie tylko w bieżącym roku, ale i na Ziemi. Niektórzy też wierzą, że jest to magiczna noc i od tego, jak i z kim się ją spędzi, będzie zależał cały rok. Cóż, owe interpretacje zostawiamy dla Was – niech każdy wierzy w to, co chce i niezależnie od przekonań, życzymy wszystkim pogodnego ducha i pomyślności we wszystkich noworocznych postanowieniach.

My, jak zwykle, planów nie mamy, również sylwestrowych, a ze względu na nasze ukochane sierściuchy, zostaniemy w domu – na wypadek, gdyby któryś z sąsiadów mimo zakazu, chciał uczcić przyjście nowego roku fajerwerkami (moglibyśmy napisać o tym cały esej, ale… po co przelewać z pustego w próżne).
Mamy za to kilka planów, a bardziej propozycji smakowych dla Was – jeśli chcecie nowy rok rozpocząć z nowym smakiem, zachęcamy do przygotowania którejś z naszych przystawek (idealnie też się sprawdzi na przyjęcie sylwestrowe w Waszym lub bliskich domu).

Jak już pewnie wiecie, kochamy owoce morza. Dlatego właśnie zawsze w naszej zamrażarce znajdą się te i owe macki i inne części morskich ciałek. Idealnie by było gotować na świeżych produktach, ale cóż – jesteśmy, gdzie jesteśmy i nie narzekamy, lecz korzystamy z tego, co możemy kupić w lokalnych sklepach.

W dzisiejszej propozycji naszych ulubionych przystawek znalazły się przegrzebki i langustynki, bo to właśnie one ostatnio skradły nasze kubki smakowe i serca 🙂 Wybraliśmy je też dlatego, że owe dania są bardzo szybkie i proste w przyrządzeniu, co pozwoli Wam oszczędzić sporo czasu, a do tego bardzo smaczne – szczerze wątpimy, by ktoś pogardził takimi pysznościami.
Mamy nadzieję, że każdy znajdzie idealną propozycję dla siebie – stawialiśmy na klasykę, którą uwielbiamy i mamy nadzieję, że Wy też polubicie 🙂

Przegrzebki

Przegrzebki, małże Św. Jakuba lub skalopki – każda z tych nazw wskazuje na ten sam owoc morza, który możemy przyrządzić na wiele sposobów: smażyć na patelni, grillować, panierować, zapiekać lub nawet miksować i podawać w postaci musu. Jedno jest pewne – niezależnie od sposobu, będą smakować rewelacyjnie.
Przegrzebki w Polsce można nazwać afrodyzjakiem, gdyż nie są dostępne w każdym sklepie, a jak już je znajdziemy… będą kosztować o wiele więcej, niż inne popularne produkty morza. Przegrzebki to przede wszystkim potężne źródło żelaza i wg nas najsmaczniejszy owoc morza ze wszystkich, co jedliśmy (a jedliśmy naprawdę dużo).

Jak wyglądają? Okryte są dwiema mocnymi muszlami, a wewnątrz znajduję się biały mięsień noix (z którego będziemy przygotowywać nasze danie) oraz czerwony mlecz coraille (który głównie jest przyrządzany w kuchni francuskiej, ale też w europejskiej).

Jak smakują? Słodko, delikatnie i wyraziście zarazem. Powiedzielibyśmy, że jest to o wiele smaczniejsza wersja krewetki.

Ile trzeba zjeść, by się najeść? Po pierwsze, jest to przystawka, a jak na przystawkę przystało – tylko rozpoczyna ucztę. Po drugie, każdy ma inny apetyt i pojemność żołądka, a więc sami musicie zdecydować, ile sztuk potrzebujecie. Dla nas 4 przegrzebki były w sam raz.

Czego będziemy potrzebować? Przede wszystkim, same małże (my mieliśmy 8 sztuk) – owe zdobędziemy w sklepach z owocami morza, nam się też trafiły (uwaga!) w Biedronce 🙂 Do tego tylko 4-5 łyżek dobrej oliwy z oliwek, 2 łyżki masła, natka pietruszki, sól i pieprz wg uznania, i oczywiście patelnia 🙂 

Uwaga! Zanim przystąpicie do przygotowania przegrzebek, warto wiedzieć, że mięso małż Św. Jakuba jest bardzo delikatne, dlatego trzeba pamiętać, by nie przesadzić z obróbką (szczególnie podczas smażenia i zapiekania).

Jak robić? Zaczniemy od początku. Jeśli posiadacie mrożony produkt – najpierw trzeba prawidłowo go rozmrozić. Do rozmrażania możecie użyć wody z mlekiem (wtedy będą jeszcze bardziej delikatne), my zaś po prostu je zostawiliśmy w temperaturze pokojowej, by same doszły. Następnie musimy je oddzielić od muszli (przeważnie kupicie już przegrzebki w otwartych muszlach, jeśli jednak są zamknięte – delikatnie je otwieracie przy pomocy noża – uwaga na muszle (mogą się pokruszyć), mięso (jest bardzo delikatne, a potrzebne nam będzie w całości) oraz własne palce (można łatwo się okaleczyć)). Oddzielamy noix przy pomocy małego noża, delikatnie przycinając mięsiwo, tym samym zdejmując go z muszli. 


Kolejnym ważnym elementem jest wyczyszczenie mięsa od części koralowej – delikatnie obieramy wszystko, co znajduje się wokół białego mięsiwa. Finalnie mają zostać same białe części małż.
Odstawiamy przegrzebki na papier, by je odsączyć z wody i w tym samym czasie mocno rozgrzewamy patelnię z oliwą.
Kiedy oliwa wystarczająco się rozgrzeje, wrzucamy do niej masło, które powinno szybko się rozpuścić.
Przed wrzuceniem na patelnie, równomiernie solimy nasze małże. 

Przegrzebki układamy na patelni w kierunku wskazówek zegara, zaczynając od godziny 12:00. Każdy kolejny kawałek powinien się znaleźć pod spodem poprzedniego – w tej samej kolejności (od 12:00 w dół) będziemy je przewracać, by obsmażyć drugą stronę.

Przegrzebki smażymy ok. 60-70 sekund z każdej strony – jest to ważne, gdyż są one bardzo delikatne i nie wolno je przesmażyć.

Po minucie (lub troszkę dłużej, jeśli macie większe małże) przewracamy je na drugą stronę – powinny mieć mocny brązowy kolor, zdejmujemy z ognia (lecz nie z patelni!) i następnie robimy przegrzebkom kąpiel z masła i oliwy, która zostanie na naszej patelni (bierzemy łyżkę i polewamy przegrzebki – i tak 5-6 razy).

Ściągamy nasze przegrzebki z patelni, nakładamy na talerz (podawać możemy również na wcześniej oczyszczonych muszlach) i posypujemy natką pietruszki.

Do smaku możemy też doprawić pieprzem lub większą ilością soli.

Voilà! Przystawka w stylu „palce lizać” gotowa 🙂

Langustynki

Langustynki są produktem mniej wdzięcznym, aczkolwiek cenionym i lubianym na całym świecie. Ten przedstawiciel skorupiaka, jak sama nazwa wskazuje, ma przeważającą nad mięsiwem skorupę, a więc od razu uprzedzamy – żeby się najeść, musielibyście zjeść co najmniej 20 sztuk, gdyż mięso znajduje się tylko w ogonie…

Niemniej jednak, warto nie tylko spróbować langustynki, ale też przyrządzić je w domu – jest to prosta przystawka, która wymaga jeszcze mniej pracy i czasu w przyrządzaniu, niż w przypadku przegrzebek.

Landustynki w Polsce znajdziecie w tych samych sklepach, co i krewetki, małże, homary i inne owoce morza. Również je można smażyć, dusić i panierować – w Internecie znajdziecie mnóstwo przepisów, dzięki którym poznacie m.in. z czym łączyć te produkty. My, jak wcześniej wspominaliśmy, stawiamy dziś na klasykę i prostotę, a więc za zadanie postawiliśmy sobie wydobycie prawdziwego smaku z powyższych dań.

Jak wyglądają? Jest to coś pomiędzy homarem i krewetką – ma duże szczypce i szeroki odwłok, duże czarne oczy.

Jak smakują? Mięso jest słodkawe, bardziej sprężyste i przypominające krewetkę w smaku.

Ile trzeba zjeść, by się najeść? I tu jest pies pogrzebany – jak już wspomnieliśmy powyżej, mięsa w langustynkach dużo nie znajdziemy, a więc im więcej przyrządzicie, tym lepiej dla Was 🙂 Naszym zdaniem, idealna porcja na osobę to 15-20 sztuk.

Czego będziemy potrzebować? Stawiamy na klasykę, a więc będziemy potrzebować: oliwy z oliwek, kilka łyżek masła, 3-4 ząbki czosnku, sól do smaku, natka pietruszki do posypania, cytrynę i kawałek bagietki. Będzie potrzebna też patelnia. My akurat użyliśmy grillowej – jeśli nie posiadacie, weźcie zwykłą 🙂

Jak robić? I choć może się wydawać, że langustynki to problematyczny owoc morza, żeby je przygotować nie trzeba mieć żadnych kulinarnych umiejętności (przynajmniej tak nam się wydaje, aczkolwiek jeśli się nie zgadzacie – poprawcie nas).
I znowu – jeśli macie mrożony produkt, zaczynamy od rozmrażania. Nie lubimy rozmrażać produktów w wodzie ani w mikrofalówce – według nas najlepiej się sprawdza pozostawienie mrożonki w temperaturze pokojowej (i w świętym spokoju).
Po rozmrożeniu dobrze je umyć w letniej wodzie, a następnie osuszyć na ręczniku papierowym.

W międzyczasie mocno rozgrzewamy oliwę z oliwek na patelni, siekamy czosnek w plastry, drobno kroimy natkę pietruszki. Do oliwy dodajemy masło, a następnie wrzucamy nasze langustynki.
Najpierw układamy je na brzuszkach i smażymy 5 minut. Następnie przewracamy na plecki i smażymy przez kolejne 5 minut.
Pod koniec dorzucamy czosnek i posypujemy langustynki natką.

Następnie zdejmujemy langustynki z patelni, przekładamy do misek, a na oliwie z masełkiem podsmażamy bagietkę do chrupkości i złocistego koloru.

Landustynki polewamy wyciśniętym sokiem z cytryny.

I wydaje się, że to koniec i można rozkoszować się smakiem. Niestety, czeka nas jeszcze walka z pancerzami – są bardzo twarde, a więc trzeba się namęczyć, by otworzyć skorupę i dostać się do mięsa. Warto zaopatrzyć się w rękawiczki i ręczniki papierowe, gdyż będzie to tłusta i brudna uczta 🙂

Jak jeść? My zaczynamy od oderwania głowy, a następnie złamania pancerza i delikatnego oczyszczenia mięsa, które znajduje się w ogonie. Trochę mięsa z sokiem można wyssać ze szczypców oraz (ponoć) też z głowy, aczkolwiek nie za bardzo jest tam co wysysać 😀 

Langustynki to produkt wybredny i niezbyt się wpasuje do eleganckiej imprezy, ale, naszym zdaniem, warto go spróbować i nauczyć się robić w domu – w restauracji mniejsza porcja będzie nas słono kosztować, już nie wspominając o braku frajdy, która towarzyszy podczas przyrządzenia dania.

Miłego gotowania!

PS Dajcie znać, czy smakowało 🙂

 

You Might Also Like...