Podróże

Londyn na weekend. Dzień I

Dziś zaczniemy opowieść o naszym krótkim, ale jak intensywnym pobycie w Londynie!
Dlaczego zaczniemy? Bo nie umiemy zmieścić się w jednym wpisie, dlatego postanowiliśmy podzielić go na kilka części – przede wszystkim, ze względu na zdjęcia, którymi chcemy się z Wami podzielić.
Bo to właśnie zdjęcia są dla nas najważniejsze – nie lubimy zanudzać.
Nie piszemy też naszych tekstów by się pozycjonować na jakieś beznadziejne słowa/frazy kluczowe, nie jesteśmy ekspertami od lania wody, ani polonistami, by pokazać jak bardzo złożone zdania potrafimy stworzyć (nie trzeba być polonistą by umieć to zrobić) 🙂
Piszemy tylko o tym, co dla nas najważniejsze – coś, co chcemy Wam przekazać, ale bardziej w formie komentarza do zdjęć, które zobaczycie na naszym blogu – taki był cel jego założenia.

Dzisiejszy wpis będzie miał nieco inną formę od pozostałych, które już mieliście okazję poznać.
Najpierw – krótki komentarz o naszym pierwszym dniu w Londynie (a bardziej o pierwszych myślach, które się pojawiły w naszych głowach po spotkaniu z tym miastem). Poniżej tekstu, oczywiście, znajdziecie zdjęcia, tylko że nie są to tylko zdjęcia, ale też… ścieżka, którą wędrowaliśmy.

Zacznijmy od początku…
Najpierw była spontaniczna decyzja (jak u nas to dość często bywa) – sprawdzając loty, natknęliśmy się na bardzo tani lot do stolicy Anglii i od razu kupiliśmy bilety. Po kilku dniach wylądowaliśmy na London Stasted Airport, z którego pociągiem udaliśmy się do Liverpool Street Station.
Był wczesny sobotni poranek, a więc jak zwykle, zaczęliśmy się rozglądać gdzie by tu zjeść śniadanie…
Pierwotnie mieliśmy zjeść w The Breakfast Club (to chyba marzenie każdego, kto odwiedza Londyn). Ale jak się pewnie domyślacie, jeszcze przed otwarciem kolejki były takie, jakby jedzenie tam rozdawali za darmo. Dlatego, z resztką zdrowego rozsądku, odwiedziliśmy miejsce obok – Polo Bar, w którym zjedliśmy najsmaczniejsze, a jednocześnie chyba najtłustsze śniadanie w naszym życiu 🙂


Nie, nikt nam nie zapłacił za umieszczenie linka do ich profilu na FB – tylko dzielimy się z Wami tym cudownym miejscem, i jeśli któregoś razu wylądujecie na Liverpool Station i dopadnie Was mały głód (lub trochę większy) z ręką na sercu polecamy to miejsce, bo jedzenie tam przyrządzają naprawdę fantastyczne.

Po dobrym śniadanku mieliśmy 6 godzin namiętnego spaceru po jakże uroczym Londynie.
I wiecie co?
Zakochaliśmy się w tym mieście.
Może nie do tego stopnia by z nim się pobrać i zamieszkać, ale jest warte, by do niego wracać i wracać, co też zamierzamy zrobić w przyszłości – jak tylko się trafi okazja.

Londyn piękny jest!
Piękny ze względu na widoki, architekturę, styl, kulturę, ale też ludzi. Doprawdy, wszyscy są mili i przyjaźni. Jest wielkim miastem, a nikt tam się nie śpieszy, jak choćby w naszej Warszawie. Ludzie żyją chwilami, mają czas by posiedzieć na ławce, zatrzymać się i popatrzeć na Tamizę lub po prostu posiedzieć tete-a-tete ze swoimi myślami.
Londyn, jak każda stolica, jest miastem turystów i podróżujących. Może też dlatego ludzie są bardzo otwarci i uśmiechnięci 🙂
Poza wspaniałościami, jest też drogi i brudny.
Jeśli o pierwszym wiedzieliśmy jeszcze zanim tam pojechaliśmy (przez cały pobyt staraliśmy się nie przeliczać wydanych kwot na złotówki bo to by było bez sensu), to drugie nas… szokowało?
Śmieci są wszędzie: na ulicach, we wszystkich zakątkach, w metrze…
Na początku bardzo nam to przeszkadzało, bo brudniejszego miasta jak dotychczas nie widzieliśmy (z całym szacunkiem!), ale nawet do brudu i syfu da się przyzwyczaić. Szczególnie, jeśli wiemy, że nie chodzi o to, że londyńczykom nie chce się sprzątać, lecz o metody bezpieczeństwa – po atakach terrorystycznych większość koszy na ulicach i metrze została zlikwidowana.

Miasto ma swoje tempo i żyje swoim życiem.
Jest sercem Anglii, a więc kwitnie i sprowadza do siebie sporo młodzieży i tych, którzy szukają swojego szczęścia. Szczęścia w miłości, karierze, spełnieniu marzeń.
Londyn bardzo szybko się rozwija, co też widać po architekturze tego miasta.
Poza wiekopomnymi zabytkami, powstaje coraz więcej drapaczy chmur – większych i mniejszych. I wcale one nie psują krajobrazu!

Co warto zwiedzić?
Wszystko co się da i na co będziecie mieć czas, ochotę i pieniądze 🙂

Nam na wszystko zabrakłoby czasu, więc wybieraliśmy miejsca, które oglądaliśmy sobie wcześniej na mapach google (zawsze tak robimy 😀 ), nie zdążyliśmy też wpaść do muzeów, choć w większości są darmowe 😉 Muzea zostawiamy sobie na chwilę, jak przyjedziemy i będziemy się nudzić.
A jeśli już mówimy o mapach – przed wyjazdem, szukając jakiejś mapki Londynu do wydrukowania, znaleźliśmy stronę, na której można stworzyć swoją własną mapę Londynu z punktami, które chce się zwiedzić. Zerknijcie, może i Wam się przyda taka mapka 🙂

Chcemy się jednak podzielić wrażeniami z jednego miejsca, a mianowicie dużo tańszego i mniej znanego odpowiednika London Eye – mówimy o Monument to the Great Fire of London.
Dla nas atrakcyjność tego zabytku polegała przede wszystkim na tym by… się wymęczyć. Dosłownie 😀
Wyobraźcie sobie, że na szczyt Monumentu prowadzą spiralne schody, które prowadzą do tarasu widokowego, znajdującego się na wysokości 49 metrów. By zobaczyć panoramę miasta, musieliśmy się wspiąć na 311 stopni tam i z powrotem. Frajda była nie do opisania – najpierw myśleliśmy, że te schody się nigdy nie skończą, a jak już udało się wejść na szczyt to dopiero zrozumieliśmy, jaki kawał musimy pokonać z powrotem. Zejście było o niebo gorsze, ale daliśmy radę – jednak jakaś kondycja po bieganiu została.
Tak czy siak, jest to wspaniałe miejsce jak dla dorosłych, tak i dla dzieciaków – młode miały niesamowite wrażenie, jak się dowiedziały ile schodków pokonały i jest to na pewno coś fajnego by się pochwalić w szkole 🙂

Londyńskie metro też zachwyca – poza tym, że można jeździć po całym Londynie, jest niesamowicie przejrzyście oznaczone – po raz pierwszy ani razu nie pomyliliśmy peronu w zagranicznym metrze! <3
Opłacało się też wyrobić Oyster Card – jeśli też zamierzacie sporo korzystać z metra i innych środków komunikacji miejskiej, jest to #musthave w Londynie 🙂
Kartę wyrobicie na każdej stacji metra, a więcej informacji znajdziecie tutaj.


Mieszkaliśmy w pięknym hotelu Park Grand London Paddington Hotel w niemniej pięknej dzielnicy, z której, jak się później okazało, było bardzo blisko do Picadilly Circus i China Town, o których napiszemy w kolejnym wpisie.
Hotel niby 3-gwiazdkowy, ale standard lepszy, niż można by było się spodziewać 😉

A teraz, zgodnie z obietnicą, zapraszamy do obejrzenia galerii – od punktu startowego naszego 6-godzinnego spaceru do ostatniego momentu przed tym, jak pojechaliśmy do hotelu odpoczywać.
W kolejnym wpisie podzielimy się zdjęciami nocnego życia Londynu, opowiemy, gdzie zjedliśmy bardzo smaczny chiński makaron, a następnie przedstawimy jak wyglądał nasz
Dzień 2. w stolicy Anglii 🙂

Jeśli macie jakieś pytania lub chcecie się podzielić swoimi wrażeniami – piszcie do nas!
Z chęcią odpowiemy, porozmawiamy, wymienimy się wrażeniami 🙂

City of London





Leadenhall Market


Monument to the Great Fire of London 


Panorama Londynu



London Bridge

Tamiza


Tower of London


Tower Bridge


London Eye

Westminsters Bridge

Big Ben… w rusztowaniach 

Pałac Westminsterski


Street Art in London


Do zobaczenia w kolejnym wpisie! 😉

You Might Also Like...