Myśli

pseudo-Kobieta XXI wieku?

Do tego wpisu musiałam dojrzeć. Dojrzeć w tym sensie, że bardzo długo myślałam, w jaki sposób ująć swoje myśli by nikogo nie obrazić, ale wciąż powiedzieć to, co mam do powiedzenia. Jeśli zaś nie lubisz krytyki i przejmujesz się wszystkim, z czym możesz siebie utożsamić – nie czytaj dalej. Dzisiejszy wpis nie ma celu krzywdzenia kogoś ani wzbudzenia negatywnych emocji.
Nikogo nie wyśmiewam, nie oceniam i nie próbuję przekonać do czegokolwiek – są to tylko moje myśli. Nic więcej.
Nie musisz się z nimi zgadzać, nie masz też obowiązku negować.

Więc, jaka jest ta kobieta XXI wieku?
A może poprawne pytanie brzmi: jaki obraz kobiety współczesnej tworzy nasze społeczeństwo?

#zadbana, #zdrowa i #aktywna

Dzisiejsza przeciętna kobieta pije średnio 2 litry wody dziennie, siedzi na diecie pudełkowej i/lub bezglutenowej, chodzi na siłkę, czyta książki o zdrowym odżywianiu i fitnessie, ćwiczy z Chodakowską. Jest aktywna, energiczna i dba o zdrowie. O tym wszystkim można się dowiedzieć m.in. z mediów społecznościowych, takich jak np. Instagram, bo dzisiejsza kobieta czuje także potrzebę dzielenia się ze światem każdym swoim krokiem – czy to zdjęciem mega zdrowego posiłku na tle najmodniejszych magazynów modowych, czy wypiętym tyłkiem w nowych, zdecydowanie o rozmiar za małych legginsach i adidasach za ok 600 zł, które pierwotnie miały służyć do biegania (tak samo jak i legginsy), nie do zdjęć w lustrze.
Na topie też są kosmetyki naturalne oraz produkty bio. Ponoć tworzą one cuda, które opłaca się kupować za chore pieniądze, przede wszystkim, po to by chwalić się nimi w sieci (jakby producent za mało zarabiał na sprzedaży cudo-organic’ów, dostarcza mu się też za darmo dobrą reklamę). I co z tego, że efektów za bardzo nie widać, skóra nagle nie robi się gładka, cellulit nie ustępuje, a włosy nie rosną do ziemi – są to modne produkty, wszyscy je polecają, więc nasza kobieta XXI wieku czuje obowiązek, by również o nich mówić.

#seksowna i #wyzwolona

Im więcej ciała pokażesz tym seksowniejsza i kobieca się staniesz – ciało już dawno przestało być świątynią, a pokazywanie go publicznie stało się standardową autopromocją. A więc kobieta XXI wieku na tym korzysta – pokazuje coraz więcej, nawet więcej niż ma do pokazania.
Cycki, tyłek, brzuch, nogi – dosłownie w tej kolejności (brakuje jeszcze tylko pikantnych fotek z „ostrygą w rozwarciu”).
Sprzedaje swoje ciało każdemu, nawet tym, którzy tego nie chcą. Dziś prawie każda jest modelką, a więc swoje ciało musi prezentować, przede wszystkim, w sieci. Podbija tym sobie ego, ma +500 lajków do pewności siebie, a w opisach pod zdjęciami wygłaszając mądre cytaty prezentuje swoją duszę.
Jedne mówią, że robią to dla siebie, inne szukają gwałcicieli wielbicieli, jeszcze inne – sponsorów.
Jednak żadna nie ma skrupułów by wystawiać swój nagi tyłek na podziw publiczności, która wciąż jest nienasycona i będzie pragnąć więcej i więcej. Coraz więcej.

#kreatywna

Kobieta XXI wieku jest kreatywna do bólu.
Doskonale wie, jak zbudować doskonały związek. Codziennie gra nową rolę, by jej partner się nie nudził, nie zapominając się nią również dzielić z całym światem. Wrzuca zdjęcia, wrzuca, a potem je kasuje lub ukrywa. I znowu wrzuca. Przecież świat musi wiedzieć z kim, gdzie, po co i jak długo.
Umie też wychować idealne dziecko, a o tym, jaką idealną matką jest dowiemy się również z sieci.
Jest też wspaniałą specjalistką w każdej sferze, a też potrafi krytycznie spojrzeć na świat i za darmo, na lewo i prawo rozdawać rady, które mają sprawić, że twoje życie będzie tak samo wspaniałe i bezproblemowe, jak jej. Sama swoich rad nie słucha, bo nie są dla niej, tylko dla ciebie. I wcale nie jest hipokrytką.

#wyjątkowa

Ba, musi być wyjątkowa! Najbardziej oryginalna, pomysłowa i niezwykła. Bez wątpienia, nie ma takiej innej na całym świecie, żadna inna nie ma też pomysłów, życia, pracy, ciuchów, i tyłka, jak ona.
Poza tym, każde jej selfie jest unikalne i niczym nie przypomina poprzednie.
Jak i wszystko wokół niej – jest godne podziwu: jej mieszanie, pies, samochód, tapeta na ścianie, nawet frytki z maka na jej zdjęciach są nieziemskie. I wyjątkowe. Jak ona.
Kobieta XXI wieku powinna czerpać inspiracji, szukać pomysłów i natchnień, by później przedstawić wszystko ze swojej perspektywy. I robić to inaczej niż pozostałe prawie 8 miliardów ludzi. Genialne!

A tak naprawdę, kobieta XXI wieku wcale nie potrafi się o siebie zatroszczyć.
Robi wszystko by być idealną, ale robi to dla kogoś, nie dla siebie.
Wpasowuje się, na siłę próbuje stać się częścią tego wyimaginowanego świata i społeczeństwa, po drodze tracąc prawdziwą siebie. To swoje „coś”.
Jaki jest problem? Jeśli stajesz się częścią tej wykwintnej, ale wciąż szarej masy – w końcu się rozpływasz.
Przepada Twoja osobowość, oryginalność, piękno, wyjątkowość, którą miałaś w sobie od urodzenia.
Stajesz się nikim.
Znikasz.
Umierasz.

***

Mogłabym tak pisać w nieskończoność, ale wniosek mam jeden.
Kobieta XXI wieku jest tym wszystkim, czym zawsze bardzo bałam się stać.
Nie żyłabym wtedy w zgodzie ze sobą – swoimi wartościami, poglądami, uczuciami.
Bo ja nie znoszę fałszu.
Duszę się w społeczeństwie, które oczekuje ode mnie, że się zmienię. Że zacznę się zachowywać tak jak „wypada”, że będę tolerować idiotyczne zachowania, bo tak trzeba i będę udawać kogoś, kim nie jestem.
Nie będę pić 7 szklanek wody dziennie, będę pić to co chcę i kiedy chcę.
Nie będę na siłę się uśmiechać.
Nie rozbiorę się przed kamerą i nie będę pokazywać swojego ciała, szczególnie po to, by coś osiągnąć i komuś coś udowodnić.
Nie będę udawać, że wszystko jest w porządku, kiedy nie jest.
Nie będę kłamać, ale nie będę też kłamstwa tolerować.
I może przez to nigdy nie będę pasować do społeczeństwa, ciągle będę mieć pod górkę, może przez to zawsze już będę się czuć „gorsza”, traktowana „mniej poważnie”, ale… będę utożsamiać się ze swoimi uczuciami.
A nie z tym, czego inni ode mnie oczekują.

Bo ja od nikogo nie oczekuję nic.
A ty?

You Might Also Like...