Myśli Podróże

Karpaty, czyli instrukcja wyciszenia się

Ostatnio sporo rozmyślamy. O naszym życiu, o tym dokąd zmierzamy i co, tak naprawdę, jest dla nas ważne. Filozofujemy na temat harmonii w naszej codzienności, łączeniu życia prywatnego ze wszystkimi czynnikami zewnętrznymi – tak, by jedno lub drugie nie zostało zaniedbane. Doszliśmy do wniosku, że najbardziej ze wszystkich możliwych rzeczy, które sprawiają, że czujemy się szczęśliwi, jest samozadowolenie z tego, co robimy i najbardziej czysty w każdym znaczeniu słowa „spokój”. Spokój ducha, spokój myśli i po prostu zachowanie spokoju we wszystkim, co robimy. Ale jak w tym chaotycznym i zapędzonym świecie osiągnąć wymarzoną harmonię i zwolnić?
Mamy na to sposób.

Potrzeba wyciszenia się

Podczas ostatniej naszej podróży mogliśmy wreszcie się wyciszyć. Dosłownie. A wszystko dzięki temu, że (uwaga!) nie mieliśmy Internetu, więc byliśmy kompletni odcięci od świata. Mieliśmy tylko to, czego potrzebowaliśmy: siebie, warunki do zaspokojenia wszystkich potrzeb oraz ciszę i święty spokój. Wreszcie! 🙂

Nie, nie zrezygnowaliśmy z technologii całkowicie. Telefonu używaliśmy tylko do gry w Candy Crush, a laptop służył nam za kino domowe, kiedy wieczorami, popijając pyszną herbatę marki Greenfield (która w Ukrainie jest dostępna w każdym sklepie, a w Polsce, co najwyżej, można ją znaleźć w herbaciarniach internetowych, jeśli już w ogóle) oglądaliśmy filmy 😀

Zero kontaktu ze światem zewnętrznym, zero maili, sprawdzania wyników naszej pracy… Jedyne wiadomości, które do nas docierały – te nadawane w codziennym programie „Wiadomości” na kanale 1+1.
I wiecie co? Było cudownie. Cudownie odciąć się nawet przez tydzień od rzeczywistości.
Życie wyglądało tak samo, a nawet lepiej – wspominaliśmy sobie, jak beztroskie mieliśmy życie wtedy, jeszcze przed erą technologii i Internetu… Pamiętacie czasy, gdy nie mieliśmy komórek? Nie umawiano się na spotkania przez Internet, a z najbliższymi rozmawiało się twarzą w twarz, a nie co najwyżej przez kamerkę w telefonie. Wszystko było takie proste, a zarazem ekscytujące…

A więc, jeśli w życiu zaistniała potrzeba wyciszenia się, trzeba koniecznie zerwać więzi ze światem zewnętrznym i poświęcić trochę czasu sobie. Naładować baterie. Odpocząć.

Znajdź swoje miejsce

Miejsce, które odwiedziliśmy, wyglądało jak w bajce.
Z każdej strony otaczały nas góry, które nie tylko widzieliśmy dookoła, lecz ciałem czuliśmy ich obecność, szczególnie o poranku lub późnym wieczorem. Wystarczyło wyjść na ganek, by poczuć jak skórę delikatnie przypalało lodowate powietrze, płynące z gór. Niesamowite uczucie.
Trafiła nam się idealna pogoda: w ciągu dnia było cieplutko i słonecznie, temperatura powyżej 18 stopni pozwalała na długie spacery (wreszcie prawie codziennie przerabialiśmy po 10 km) i odkrywanie fantastycznych miejsc wśród tej pięknej roślinności i widoków.

Jednego dnia wybraliśmy się do miasteczka o nazwie Jaremcze.
I serdecznie zachęcamy je odwiedzić, jeśli jakimś cudem zawędrujecie w pobliskie rejony.
Jaremcze znajduje się w zachodniej części Ukrainy, w obwodzie iwanofrankowskim. W okresie przedwojennym, za czasów Polski, Jaremcze było bardzo ważnym miejscem turystycznym (którym też zostaje do dziś) oraz jednym z najpiękniejszych kurortów zimowych. Ponoć nie ustępowało Zakopanemu i Krynicy, lecz tego już nie potwierdzimy, gdyż owe miejsca (aż wstyd się przyznać) jeszcze nie odwiedziliśmy…

Jest to jednak główne miejsce do odwiedzenia w Karpatach Wschodnich, szczególnie jeśli stawiacie na zdrowy i aktywny odpoczynek 🙂 My spędziliśmy tam niecały dzień, ale bez wątpienia można tam spędzić więcej czasu, by połączyć się z naturą. Uwielbiamy takie miejsca.
Odwiedziliśmy również wodospad na rzece Prut (największa atrakcja miasteczka) oraz zjedliśmy baaaardzo smaczne, choć i tłuściutkie dania lokalne, takie jak banosz, czanachy, szaszłyk oraz prawdziwe ukraińskie sało (słoninę).
Owe „góralskie” smakołyki posmakowały nam tak bardzo, że postanowiliśmy opisać nasze wrażenia w oddzielnym wpisie, w którym zdradzimy Wam również… oryginalne przepisy kuchni ukraińskiej! Co Wy na to? 

Kochamy góry, skały, kręte ścieżki bez końca, wspinanie się po nierównościach, podziwianie widoków i robienie zdjęć, by na jak najdłużej uchwycić moment, który jeszcze przed chwilą zapierał duch w piersi… Szczególnie kiedy wokół nie ma tłumów ludzi, a jedyne co słychać – szum wodospadu i głosy natury.
Czyż nie jest to najlepsze miejsce na wyciszenie się? 

Pozwól sobie się wyciszyć

Nasz tygodniowy pobyt na Ukrainie nie możemy porównać z żadnym dotychczasowym. Spytacie dlaczego? Po pierwsze, jest to miejsce, do którego nie da się nie wracać. Po drugie, czujemy tam taki wewnętrzny spokój, którego często nam brakuje w Warszawie. Jakby to miejsce było poza zasięgiem zewnętrznego świata. Nasz azyl, wyjątkowe i bliskie naszym sercom, które tylko daje i nic nie zabiera, niczego od nas nie oczekuje. Po trzecie, można tam naprawdę odpocząć – nie tylko fizycznie, lecz też psychicznie. Wrócić do pierwotnych potrzeb, zapomnieć, kim się jest w codziennym chaosie, który wtedy wydaje się tak odległy… Niczym się nie przejmować. O niczym i nikim nie myśleć. Zająć się tylko sobą i rozkoszować się tymi chwilami z pewnością, że nic i nikt nie będzie przeszkadzać.
Lecz tak naprawdę…

… własne cztery ściany, wypad w góry lub nad morze, wyjazd do innego kraju czy do wsi w Polsce, nazwy której nikt nie potrafi zapamiętać – nieważne gdzie, ważne w jakim celu oraz z kim

A Wy, macie takie swoje miejsca oraz sposoby na wyciszenie się?

I&Ł

You Might Also Like...