Podróże

¡Hola, Barcelona!

Długo się zastanawialiśmy od czego zacząć tę serię wpisów o Barcelonie – jest tak dużo do powiedzenia, że przez miesiąc nie mogliśmy zebrać myśli. Niektóre wpisy wymagają trochę więcej czasu i przemyśleń, nie wystarczy po prostu usiąść i zacząć pisać – nie zależy nam na laniu wody, tylko na przekazaniu swoich myśli i wrażeń. Nie wiemy ile takich wpisów powstanie, ale pewnie więcej niż jeden – mamy duuuużo do powiedzenia, a szczególnie do pokazania:)

A od czego zacząć? Cóż, zaczniemy od początku, od momentu jak się poznaliśmy.

O Barcelonie myśleliśmy od dawna – głównie dlatego, że mamy tam rodzinę, z którą mamy okazję widywać się sporadycznie – kilka razy w roku. Szczerze, nie wiemy dlaczego wcześniej tam nie pojechaliśmy – chyba wyczekiwaliśmy odpowiedniego momentu. W końcu nadszedł i on.
I tym razem również spontanicznie – jednego dnia pomyśleliśmy, że trzeba dotrzymać obietnicy i wreszcie odwiedzić naszych bliskich. Wybraliśmy terminy, kupiliśmy bilety, wzięliśmy wolne w pracy i polecieliśmy (dosłownie w tej kolejności). Czasami tak jest, że zwlekamy z czymś przez wieczność, a tak naprawdę wystarczy zrobić jeden krok do przodu i zacząć działać.

Pomimo ciężkiego dnia w pracy i długiego czekania na modlińskim lotnisku, za którym zbytnio nie przepadamy, udało nam się wylecieć, a 3 godziny później wylądować. A jak już zmierzaliśmy w kierunku vana, przy którym czekały na nas dwie uśmiechnięte buźki, poczuliśmy się jak u siebie w domu – to było naprawdę piękne zakończenie dnia.
Chcemy dodać, że była to niezwykła podróż, bo połączyliśmy ją też ze spędzeniem czasu z tymi, z którymi nie mamy możliwości często się widywać.

Nasze pierwsze spotkanie z Barceloną miało miejsce nocą, dlatego jadąc z lotniska do El Carmel najbardziej utkwiły w pamięci rosnące dosłownie wszędzie palmy, wąskie i bardzo pokręcone uliczki, flagi Katalonii zawieszone na większości balkonów i to, że ciągle jechaliśmy pod górę… Jak na pierwsze spotkanie i to w środku nocy, było to bardzo bogate doświadczenie 😀

Jakbyście nas zapytali jak byśmy opisali Barcelonę, odpowiedzielibyśmy, że jest to prawdziwy raj na ziemi.
Co sprawia, że to miejsce jest tak wyjątkowe?

Klimat i roślinność

Jak pewnie wiecie, Hiszpania znajduje się w strefie klimatu subtropikalnego i śródziemnomorskiego. A więc jak odwiedziliśmy Barcelonę w czerwcu, kiedy w Warszawie była posucha i prawdziwe upały (ok. 30 stopni), w stolicy Hiszpanii było 23-24 stopnie i było… idealnie. Nie lubimy upałów, dlatego nie pojechaliśmy „w sezonie”.

W Barcelonie często padało, ale nie są to takie deszcze jak w Polsce – tam deszcz zdecydowanie nie przeszkadza, nie ma takiej kolosalnej różnicy w temperaturze, więc wystarczy zaopatrzeć się w parasolkę lub płaszcz przeciwdeszczowy i kontynuować spacerowanie i zwiedzanie. Dzięki regularnym i obfitym deszczom mają piękną roślinność, na drzewkach rosną pomarańcze i jest to najbardziej kwitnące miasto, w jakim byliśmy do tej pory. I zielone, bardzo zielone.
W Barcelonie znajdują się jedne z najpiękniejszych parków na świecie, które słyną głównie z pięknej roślinności. Co sprawia, że chce się tam zamieszkać, przede wszystkim, takim miłośnikom natury jak my 🙂

Położenie i widoki

Barcelona jest pięknie oddzielona z jednej strony górami, a z drugiej – morzem. To miasto ma wszystko, czego można sobie życzyć dla wymarzonego wypoczynku i nie tylko – można śmiało zazdrościć mieszkańcom tego pięknego miasta.
Poza tym, mają najlepszą komunikację ze wszystkich możliwych. 11 linii metra wystarczą by przemieszczać się po wszystkich najciekawszych punktach, pomijając fakt, że wszędzie jest bardzo blisko. Tydzień spędzasz w mieście, a w weekend masz wiele możliwości – możesz pójść na plażę, a jeśli masz ochotę na kemping – jedziesz w góry.
Wybrzeża Barcelony znajdują się na podgórzu, co też ma swój niepowtarzalny klimat. Mieliśmy okazję mieszkać przez cały nasz pobyt właśnie w takim miejscu – w jednej z najpiękniejszych części miasta – El Carmel, gdzie też znajduje się słynny bunkier, z którego widać panoramę całej Barcelony.
Jest to zdecydowanie dzielnica dla ludzi z dobrą kondycją – nie ma tu równych uliczek, ciągle trzeba się wspinać w górę lub schodzić w dół, co dla nas też było bardzo interesujące (podziwialiśmy, jak malutkie staruszki, mieszkanki El Carmel, radzą sobie na co dzień).

Mentalność ludzi

A głównie ich życzliwość. Naprawdę, to było imponujące. Każdy uśmiechnięty, ciepły i pozytywnie nastawiony, w każdym miejscu, gdzie wejdziesz słyszysz głośne i pewne ¡Hola!, niezależnie od tego jesteś podróżnikiem czy mieszkańcem i jaki masz kolor cery/włosów. Tak samo w innych miejscach – na ulicach, w metrze, w pubach – ludzie są uśmiechnięci, spokojni i zrelaksowani.

Luźna atmosfera

Oh, ta ich siesta… To niezawodny sposób na wszystko! My, Polacy, moglibyśmy brać z Hiszpanów przykład i więcej odpoczywać, chillować, przestać się przejmować i rozkoszować się chwilą. Ale nie, my ciągle się śpieszymy, gonimy (za szczęściem?), nawet biegamy po schodach ruchomych by tylko nie stać w miejscu…
Tym czasem w nie tak odleglej Barcelonie ludzie urządzają sobie… formalny wypoczynek, czyli tzw. siestę.
Słownik tłumaczy to jako „drzemka obiadowa”, a czym jest dla nie mieszkańców? Cóż, przede wszystkim brakiem możliwości pójścia do knajpy i zjedzenia obiadu 🙂

 Na początku, było nam trochę trudno się przestawić – w końcu po śniadaniu obiad przeważnie jadamy ok. 14-15:00, a przeważnie o tej godzinie w Barcelonie zaczyna się siesta.
Dlatego, Drogi Podróżniku, pamiętaj, że w Hiszpanii raczej nie zjesz obiadu o tych godzinach – musisz się pośpieszyć i zjeść go wcześniej lub czekać do 18:00-20:00 🙂

Oczywiście to nie wszystko. Jest wiele innych bardzo ważnych powodów, dzięki którym po prostu się nie da nie kochać Barcelony, ale o nich opowiemy w kolejnych wpisach 🙂

You Might Also Like...