Podróże

Budapeszt w jeden dzień

Wydawałoby się, że to niemożliwe – zwiedzić stolicę Węgier w jeden dzień.
I tak, i nie – wszystko zależy o tego, czego oczekujesz od takiego tripu.
Tak się składa, że my owych oczekiwań nigdy nie mamy, więc przyjmujemy to, co dane miejsce nam oferuje – pogodę (lepszą lub gorszą), piękne widoki, smaczne jedzenie i transport publiczny. Reszta – sprawa naszej wyobraźni i tego, dokąd nas nogi poniosą.

W stolicy Węgier wylądowaliśmy jednego z gorących letnich dni – jak dziś pamiętamy, jak wysiedliśmy z autokaru i Budapeszt przywitał nas gorącym słońcem i suchym powietrzem, niby chcąc podkreślić, że będzie to gorący dzień.
Pierwsze co robimy, jak lądujemy w jakimś mieście… szukamy najbliższej restauracji McDonald’s 😉 Z bardzo prostych przyczyn: po pierwsze, przeważnie podróżujemy w weekendy i do kraju przybywamy o porannych porach, kiedy wszystko inne jest zamknięte; po drugie, potrzebujemy chwili na odpoczynek, regenerację sił i po prostu, kaloryczny posiłek; po trzecie, mają tu dobrą kawę.

Po śniadaniu, zazwyczaj szukamy najbliższego punktu do zwiedzania lub stacji metra, z której możemy do owego dojechać.
Tak też było w Budapeszcie. Najpierw wylądowaliśmy na wzgórzu Gellerta, na które musieliśmy się wspinać, kiedy zegarek pokazywał 11:00, na termometrze było co najmniej 25 stopni, a słońce grzało w upartego i nawet na chwilę nie miało zamiaru się schować.

Dalej szliśmy przed siebie – Mostem Wolności przeszliśmy na drugą stronę i poszliśmy szukać targu. Nie będziemy Was zanudzać opowieściami szczegółowymi, ani też mówić, gdzie powinniście pójść i co zrobić – niech każdy zrobi to, na co ma ochotę i zwiedzi miejsce, które sam znajdzie 😉
Podzielimy się tylko naszymi wrażeniami, od tego jesteśmy, czyż nie?

Jak już pewnie wiecie, Budapeszt ma kilka pięknych mostów, nam czas pozwolił przespacerować się Mostem Wolności i Mostem Łańcuchowym, resztę zostawiliśmy sobie na kolejny raz.


Kolejnym wspaniałym miejscem, do którego się udaliśmy, było Központi Vásárcsarnok, czyli Wielka Hala Targowa.
Nie jest to zwykły targ, choć trochę przypomina Halę Mirowską (mieszkańcy Warszawy skojarzą). Kupimy tu nie tylko warzywa i mięso, a, przede wszystkim, znajdziemy wspaniałe węgierskie smakołyki i pamiątki, spróbujemy prawdziwą węgierską kuchnię, kupimy tu diabelnie ostre papryczki, znane na całym świecie, inne węgierskie przyprawy, najlepszy na świecie miód lawendowy, a nawet torbę w kotki 🙂

Jak już wcześniej pisaliśmy, nie będziemy opowiadać o zabytkach, które warto zwiedzić – na ten temat znajdziecie baaaaardzo wiele wpisów blogowych, wpisując do wyszukiwarki frazę „co zwiedzić w Budapeszcie?” , znajdziecie nawet gotowe mapy do wydrukowania wraz z opisami „krok po kroku”. My byśmy z tego frajdy nie mieli żadnej, bo wolimy chodzić swoimi ścieżkami, niż korzystać z cudzych, ale każdy robi jak chce.

Napiszemy tylko o jednym miejscu, mianowicie (jak już pewnie się domyślacie), Parlamencie Budapesztu.
Warto tam pójść i zobaczyć go na własne oczy. Potęga i energia, którą emanuje, sprawia, że nie możesz przestać go podziwiać. Kiedy obeszliśmy go z każdej strony poczuliśmy, jakie to kiedyś było imperium. W tej chwili wydawało nam się, że nawet Niemcy zostają daleko w tle i nie dorównują architektonicznie… Poza tym, z tej perspektywy jest też wspaniały widok na panoramę miasta, więc można zrobić kilka dobrych ujęć na pamiątkę.

Budapeszt, jak i Wiedeń (o którym też powstanie wpis na blogu), jest po prostu potężny.
Przede wszystkim, mówimy tu o budownictwie – widać, że wojna go bardzo szczodro oszczędziła.

Spacerując uliczkami nie mogliśmy oderwać wzroku od architektury i jej, nawet bardzo małych, szczegółów – są wszędzie. Jeśli się przyjrzycie i dobrze poszukacie, znajdziecie je nawet na malutkich podwórkach wśród mało znanych uliczek lub bezpośrednio na ścianach.

W Budapeszcie wszystko jest stare, potężne i wielkie. Niektóre budynki potrzebują odnowy, nie wszystkie uliczki są czyste i zadbane, ale i o tym się zapomina – po kilku godzinach przestajecie o tym myśleć, jak o przeszkodzie, bo wiecie, że jest częścią tego miasta.
Warto obejść miasto z każdej strony, żeby poczuć jego klimat i zobaczyć, co oferuje naszym oczom.
Z komunikacji my korzystaliśmy bardzo rzadko, większość trasy pokonaliśmy na własnych nogach mimo piekielnego gorąca i, dającego o sobie znać, zmęczenia. Było warto 😉

Budapeszt nocą również jest piękny.
Wszystkie zabytki są oświetlone, więc spacerując po nocnym mieście dalej można podziwiać mosty, budynki, uliczki.
Nam na nocny Budapeszt zostało zbyt mało czasu – mieliśmy niecałą godzinę, dlatego tę część również zostawiamy  sobie na kolejny raz.
Mosty są cudnie oświetlone, tak samo jak gmach Parlamentu – wrócimy tam by jeszcze nie raz go podziwiać.


I na koniec, chcielibyśmy się podzielić z Wami wrażeniami, które na nas sprawiło jeszcze jedno miejsce – bardzo oddalone od centrum miasta.
Już podczas pierwszej naszej wspólnej podróży za tereny Polski (była to podróż do Pragi), postanowiliśmy by odwiedzać ZOO w każdym mieście, jeśli tylko owe tam będzie. W Budapeszcie, zamiast ZOO, wyznaczyliśmy sobie podróż do Oceanarium-Tropicarium i choć musieliśmy jechać prawie godzinę od centrum miasta, odwiedziliśmy go i było warte tej podróży.
Warte na tyle, że poświęcimy mu osobny wpis i podzielimy się świetnymi chwilami-zdjęciami, które udało nam się złapać w tym niepowtarzalnym miejscu.


A oto podsumowanie naszej zabieganej podróży: 

Cała podróż (wraz z dojazdem) trwała ok 35 godzin
W stolicy Węgier spędziliśmy ok 15 godzin (na nogach!)
Zwiedziliśmy większość bardziej, jak i mniej znanych miejsc
Odwiedziliśmy też Oceanarium
Zamiast pamiątek kupiliśmy suszone papryczki węgierskie dla naszych mam, inne przyprawy i pyszny miód lawendowy
Zjedliśmy też prawdziwy węgierski obiad (oh, ten gulasz <3 )
Na wyjazd wydaliśmy niecałe 800 zł na 2 osoby
Wrażenia
zostały do dziś
Wspomnienia zostaną do końca życia 😉

You Might Also Like...