Podróże

Top 6 podróży w 2018, czyli nasze podsumowanie roku

Jaki był dla nas 2018 rok?

Z pewnością udany! Działo się w nim tyyyle dobrego, że 2019 musi mocno się postarać, żeby mu dorównać. Oczywiście, nie wszystko było idealne, ale ani my, ani cały świat idealny nie jest, nauczyliśmy się więc przyjmować gorsze chwile i smutki i się po prostu z nimi godzić. Najważniejsze, że mamy siebie, a to znaczy, że ze wszystkim sobie poradzimy.

2018-ty będziemy bardzo ciepło wspominać – wszystkie nasze wyjazdy, piękne chwile razem, a nawet te mniejsze momenty, takie jak np. przeprowadzka oraz odważne chwile, jak ta, kiedy postanowiliśmy przygarnąć kolejnego kociaka do naszej rodziny. Najpierw było to dla nas wyzwanie ale za chwilę wiedzieliśmy już, że Berlin to najcudowniejsze, co się nam przydarzyło w ubiegłym roku 🙂

Czego się jeszcze nauczyliśmy? 

Każdy nasz rok razem jest jeszcze lepszy od poprzedniego, gdyż stajemy się mądrzejsi (m.in. w związku), nawiązujemy coraz mocniejszą więź, uczymy się nowych rzeczy oraz siebie nawzajem, odkrywamy w sobie różne nowe cechy oraz supermoce (nawet takie, o których nie mieliśmy wcześniej pojęcia), stajemy się silniejsi, ale też pokorniejsi. Każdej parze życzymy tego samego! Poznawania siebie, umiejętności rozmawiania ze sobą i nauki pójścia na kompromis, jak najwięcej cierpliwości, pokory i, oczywiście, miłości! 

Do rzeczy.

Dziś chcielibyśmy podsumować nasz 2018 z podróżniczej perspektywy – oto Top 6 cudownych miejsc, które udało nam się odwiedzić w ubiegłym roku.

#Gdańsk i Sopot

Początek ubiegłego roku, czyli Sylwestra spędziliśmy w domu (nie ryzykowaliśmy wyjścia z domu lub wyjazdu ze względu na, wtedy jeszcze, małego Lucka, który jak wszystkie pozostałe zwierzęta panicznie się boi fajerwerków, a że mieszkaliśmy wtedy na Starówce – nie musimy dopowiadać). A zaraz po nowym roku spakowaliśmy plecaki i walizkę, a potem wyruszyliśmy na Ukrainę, gdzie spędziliśmy kolejne nasze święta. Wyjazd ten nie miał charakteru podróżniczego, – zależało nam na odwiedzinach bardzo bliskiej nam osoby, a dodatkowo za cel mieliśmy się wyciszyć przed całym światem 🙂

W lutym postanowiliśmy wrócić do korzeni – marzyło nam się znowu przenieść do 2017-go, do momentu, kiedy wszystko się zaczęło. Spakowaliśmy plecaki, ustawiliśmy budziki i następnego dnia o świcie już siedzieliśmy w pociągu.
Przystankiem był Gdańsk, i to właśnie wtedy w Gdańsku po raz pierwszy w naszym życiu zjedliśmy bardzo dobrego pieczonego ziemniaka z krabem (pieczone ziemniaki i groole kochamy do dziś, gdyż jest jedna z naszych ulubionych potraw, dlatego było to tak ważne wydarzenie w naszym życiu, że musieliśmy o nim napisać 😀 ). Poza jedzeniem ziemniaka spacerowaliśmy po gdańskiej Starówce, szukaliśmy tajemniczych zakątków i podążaliśmy naszymi śladami, które zostawiliśmy w 2017 z nadzieją, że wrócimy.
Później odwiedziliśmy nasz ukochany Sopot – spacerowaliśmy plażą i wspominaliśmy chwilę, kiedy na dobre zaczęła się nasza przygoda. Plażą, na której spędziliśmy kilka pierwszych godzin wspólnego życia.
Więcej o naszej wyprawie nad morze przeczytasz tutaj 🙂

#Londyn

W marcu spełniliśmy nasze kolejne marzenie – zawędrowaliśmy do samego serca Anglii
Londyn kusił nas od zawsze, jest to miasto, które pragnęło się odwiedzić w młodości – który szkrab nie marzył wejść na Platformę 9 3/4? Żeby nie było – my wciąż się nie poddaliśmy i cierpliwie czekamy na list z Hogwartu 😉

Spędziliśmy w Londynie kilka wspaniałych wiosennych dni, spacerowaliśmy miastem o każdej porze dnia, odwiedziliśmy wszystkie te miejsca, o których marzyliśmy.
Więcej o pobycie w Londynie znajdziecie w poniższych wpisach:

Londyn na weekend. Dzień I
Londyn na weekend. Dzień II
Londyn nocą: Picadilly Circus i China Town

Kwiecień i maj były bardzo aktywnymi miesiącami. Pani I. wreszcie kupiła swojego wymarzonego jednoślada, a więc od tego momentu wraz z panem Ł. przejechaliśmy setki kilometrów i za każdym razem przywoziliśmy ze sobą kupę frajdy, radości i wspomnień (a także wymęczone nogi, które najbardziej dawały się we znaki w kolejnych dniach). Ze smutkiem odstawiliśmy rowery i czekamy, aż znów powróci ciepło, by podbijać nowe szlaki 🙂
Także wraz z przyjściem wiosny i słońca, sporo spacerowaliśmy wśród natury. W Dzień Ziemi odwiedziliśmy zoo (będzie to już chyba naszą tradycją na kolejne lata), odkrywaliśmy kulinarne zakamarki na warszawskiej mapie, gotowaliśmy i jedliśmy duuużo smacznego jedzenia – jak to my 🙂

#Barcelona

Czerwiec możemy nazwać hiszpańskim miesiącem w stylu rodzinnym.
Hiszpański – jak się już domyślacie – dlatego, że odwiedziliśmy Barcelonę, a rodzinny, bo zatrzymaliśmy się u naszych bliskich, z którymi przez odległość nie mamy możliwości widywać się cześciej, niż parę razy w roku. Była to więc dla nas nie tylko zwykła wyprawa ale także możliwość spędzenia czasu z nimi, a dzięki temu też lepszego poznania miejsca, w którym mieszkają 🙂
O wyprawie do, wg nas, jednego z najpiękniejszych miejsc na Ziemi oraz o tym, dlaczego kochamy Barcelonę, przeczytacie tutaj, a my już odliczamy dni, kiedy wrócimy do naszego raju na ziemi.

#Berlin

Kolejne dwa miesiące – lipiec i sierpień to dwa Berliny. Dlaczego dwa? Już tłumaczymy.

Najpierw był Berlin nr 1, czyli nasza słodka i z wiekiem coraz wredniejsza znajdka. Wtajemniczeni (czyli ci, którzy regularnie odwiedzają nasz profil na IG) doskonale pamiętają moment, kiedy przedstawiliśmy światu naszego kolejnego kociego syna – Berlina 🙂 Dwutygodniowy kłębek sierści okazał silną chęć przetrwania i pozwolił wyciągnąć siebie prawie że z zaświatów (niewiele brakowało), następnie przez dobrą wróżkę został przekazany nam 🙂 A później już była tylko miłość i nic więcej się nie liczyło.
Jako ciekawostkę dodamy, że swoje imię Berlin otrzymał dzięki wspaniałej hiszpańskiej produkcji „La Casa de Papel” – a mianowicie po hardym bohaterze serialu, Berlinie (kto oglądał – ten zrozumie).

W sierpniu też był Berlin, czyli stolica Niemiec – jedno z najbardziej lubianych przez nas miast w Europie. Spontanicznie (zresztą, jak zwykle) zachciało nam się odwiedzić zoo w Berlinie, na które podczas poprzedniej pobytu nie starczyło nam czasu. Spakowaliśmy więc plecaki, zarezerwowaliśmy pokój w hotelu i ruszyliśmy. Nie obyło się bez przygód – poza stolicą, udało nam się też wybrać do Poczdamu, w którym spędziliśmy cały energiczny dzień, a później o spuchniętych nogach, które przypominały kłody, wrócić do hotelu. Dobrze, że tym razem przynajmniej mieliśmy hotel 🙂
Jeśli mielibyście ochotę poczytać o wizycie w berlińskim zoo i Poczdamie, serdecznie zapraszamy – linki poniżej:

Zoologischer Garten Berlin
Spacerem przez Poczdam

#Praga

Był wrzesień. Sprawdzając pogodę w Polsce i w innych krajach (mamy na telefonach wszystkie miejsca, w których byliśmy, ale też takie, które nas interesują i kiedyś je odwiedzimy – też sprawdzacie pogodę dla każdego?), zauważyliśmy, że w Czechach szykuje się cieplutki weekend. Poza tym, znowu czuliśmy potrzebę gdzieś wyjechać, przynajmniej na chwilę. Tak właśnie zarodził się w głowie pomysł wpaść do Pragi.

Dlaczego Praga? Po pierwsze, pogoda – było naprawdę ciepło. Po drugie, Praga była naszą pierwszą wspólną zagraniczną podróżą, a więc już zawsze dla nas będzie miała szczególne znaczenia. Po trzecie, poprzedni wypad był tak bardzo wariacki, że poza zwiedzaniem zoo, Troją i obolałymi nogami, niezbyt dużo pamiętaliśmy, a więc chcieliśmy odświeżyć wspomnienia 🙂

Był to cudowny wypad – pomimo stolicy, zwiedziliśmy również piękny czeski kanion, a jako że jesteśmy zwariowani na punkcie natury, widoków i dziczy, było to dla nas jedno z najmocniejszych przeżyć podczas podróży w 2018 roku – coś cudownego i zapierającego dech w piersi.
Jeśli jeszcze nie czytaliście – serdecznie zapraszamy do naszych relacji z tych miejsc:

 Czeska Praga. Część I
Jak podbiliśmy Wielką Amerykę
Dlaczego warto wybrać się do Pragi? Część II

#Karpaty

Karpaty, czyli gdzieś w ukraińskich górach.
I znowu było to coś więcej niż wyprawa. Poza ciepłym jesiennym słońcem, którym powitała nas zachodnia Ukraina, było też w tej wyprawie dużo ciszy i spokoju, ciepłych rodzinnych rozmów przy filiżance herbaty, wspomnień i przemyśleń.
Bez kontaktu ze światem zewnętrznym, mogliśmy wreszcie się wyciszyć i robić to, na co mieliśmy ochotę. Po prostu zwolnić i rozkoszować się chwilą. Nigdzie nie pędzić. O niczym nie myśleć. Nie zastanawiać się i nie udawać. Być sobą.

Poza osiągnięciem wewnętrznej harmonii i rozkoszowania się momentami, był krótki wypad do serca wschodnich Karpat – miasteczka, które zwą Jaremcze 🙂 O tamtejszych widokach i bogactwie ukraińskiej kuchni możecie poczytać w następujących wpisach:

Karpaty, czyli instrukcja wyciszenia się
Ukraińskie smakołyki prosto z gór

I na tym się skończył nasz podróżniczy rok. Kolejne dwa miesiące (listopad i grudzień) postanowiliśmy spędzić w domu – przede wszystkim, ze względu na nasze kociaki, których nie chcieliśmy zostawiać samych na święta, a tym bardziej w Sylwestra (już raczej nigdy w tę zwariowaną noc nie wyjdziemy z domu, przynajmniej dopóki nie zlikwidują fajerwerków!). Poza tym, nie jesteśmy zwolennikami zimna, jak i podróżowania przy minusowej temperaturze – szczególnie, podróżując jak my, po kilkanaście godzinach na nogach. Koniec roku to był też dla nas czasem zmian, odetchnienia i zregenerowania sił na następny rok.

Co nas czeka w 2019 roku?
Nie mamy ani pojęcia, ani oczekiwań 🙂
Jak zwykle, wchodzimy we wszystko w ciemno. Mamy siebie, bliskich, nasze koty, dach nad głową – i tyle do szczęścia nam wystarczy. Reszta to dodatki, a więc ucieszymy się, jeśli owe również będą miały miejsca w naszym życiu, jeśli jednak ich zabraknie – będziemy się cieszyć tym, co już mamy.

Pytacie nas, czy wiemy już, gdzie chcielibyśmy się wybrać w 2019. I choć, jak już wiecie, nie lubimy planować, mamy w głowach kilka destynacji – są to miejsca dla nas zupełnie nowe (jak np. Norwegia, Francja czy Włochy), jak i takie, do których ciągle wracamy (np. Barcelona, Berlin, Budapeszt czy nawet Praga). Nie mamy zaś pewności, które z tych kierunków wybierzemy.
Jedno jest pewne – dla nas liczy się jakość, nie ilość. W podróżach, codzienności i we wszystkim, nawet miłości 🙂

You Might Also Like...